Recenzje

Żywioły-Elementorum Studio

Planszowe akta MartySprawa nr 002

Przy stole zaczyna się historia

Żywioły

Cztery żywioły. Jedno zwycięstwo. Emocje poza kontrolą

Akta otwarte
Liczba graczy
2-5 osób
Wiek graczy
6+
Czas rozgrywki
30-45 min
Wydawca
Elementorum Studio

Przebieg śledztwa

Ileż emocji może nieść tak niewielka gra? Okazuje się, że całkiem sporo! Szczególnie gdy przy jednym stole spotykają się cztery żywioły, kilku ambitnych graczy i nieodparta chęć zwycięstwa. Ogień, woda, ziemia i powietrze. Cztery siły natury, które od zawsze współistnieją, ścierają się ze sobą i walczą o dominację. Jedna daje życie, druga potrafi je odebrać. Jedna buduje, druga niszczy.

A co, gdyby spróbować je ujarzmić? Wychować od maleńkości i obserwować, jak z niepozornych stworzonek wyrastają prawdziwe potęgi? Brzmi uroczo? Nie dajcie się zwieść!

 

Żywioły – małe stworzenia, wielkie emocje!

Żywioły, gra karciana autorstwa Filipa Barcika, wydana przez Elementorum Studio, to niepozorna propozycja, która potrafi wywołać prawdziwą burzę przy stole. I to niekoniecznie za sprawą samych żywiołów!

 

Od maleństwa do prawdziwej potęgi

W pudełku znajdziemy ponad sto kart przedstawiających cztery żywioły: ogień, wodę, ziemię i powietrze. Każdy z nich przechodzi cztery etapy rozwoju. Początkowo mamy do czynienia z uroczymi stworzonkami, które z czasem nabierają siły, zmieniają wygląd i przeobrażają się w potężne Żywiołaki.

Muszę przyznać, że sama koncepcja rozwijania tych niezwykłych istot jest wyjątkowo przyjemna. Obserwowanie kolejnych etapów ich przemiany daje poczucie postępu, a sympatyczne ilustracje sprawiają, że trudno nie kibicować swoim podopiecznym. Nie oznacza to jednak, że będziemy mogli spokojnie zajmować się ich wychowaniem.

 

Wręcz przeciwnie!

 

Naszym celem jest stworzenie dwóch różnych Żywiołaków na czwartym, najwyższym poziomie rozwoju. Kto zrobi to pierwszy, zostaje zwycięzcą. Tylko jak osiągnąć ten cel, gdy pozostali gracze mają dokładnie takie same ambicje?

 

Żywiołowa szkoła przetrwania

Zasady nie są szczególnie skomplikowane, choć trzeba poświęcić chwilę, aby zrozumieć zależności między poszczególnymi kartami. Podczas rozgrywki rozwijamy własne żywioły, łączymy odpowiednie karty, korzystamy ze wspólnego Pola Żywiołów i próbujemy zdobywać kolejne poziomy naszych stworzeń. Możemy również wymieniać karty, przygotowywać następne ruchy i, co najważniejsze, skutecznie przeszkadzać przeciwnikom.

Bo żywioły nie zawsze żyją ze sobą w zgodzie. Woda gasi ogień. Ogień spala powietrze. Powietrze rozwiewa ziemię, a ziemia wchłania wodę. Te zasady pokazują nam niszczyć odpowiednie karty przeciwników i wpływać na rozwój ich stworzeń. Wyobraźcie sobie, że właśnie zbliżacie się do upragnionego zwycięstwa. Jeszcze chwila, jeszcze jeden odpowiedni ruch i… Ktoś postanawia pokrzyżować wam plany.

Cóż, natura bywa bezlitosna. A gracze? Niekiedy jeszcze bardziej. Właśnie tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa, bo trzeba nie tylko dbać o rozwój własnych żywiołów, ale również obserwować przeciwników, przewidywać ich zamiary i podejmować decyzje, które nie zawsze wszystkim przypadną do gustu.

 

Z dziećmi spokojnie, z dorosłymi… na własne ryzyko!

Jedną z rzeczy, które szczególnie spodobały mi się w Żywiołach, jest możliwość zupełnie innego podejścia do rozgrywki w zależności od towarzystwa.

Gracie z dziećmi?

Nie musicie od razu wykorzystywać wszystkich możliwości gry. Warto wprowadzać zasady stopniowo, pozwolić najmłodszym poznać kolejne etapy rozwoju kart, a następnie nauczyć ich zależności między wodą, ogniem, powietrzem i ziemią. Jeśli najpierw odkryją, jak z małego stworzonka powstaje potężny Żywiołak, to poczują satysfakcję z jego rozwijania i zrozumieją, dlaczego jedna karta potrafi pokrzyżować plany drugiej. Taka rozgrywka może być nie tylko dobrą zabawą, ale również przyjemnym ćwiczeniem cierpliwości, obserwacji oraz nauką planowania.

A jeśli do stołu zasiądą dorośli?

Uważajcie! Instynkt zwycięzcy potrafi obudzić się szybciej, niż zdążycie wypowiedzieć słowo Żywioły. Tu każdy ma własny plan, nikt nie zamierza odpuszczać, a niewinny atak na kartę przeciwnika może rozpocząć prawdziwą lawinę emocji. Jeśli kosa trafi na kamień, pojawi się złość, frustracja, a czasem także nieodparta chęć rewanżu. I wiecie co? Właśnie ta nieprzewidywalność nadaje rozgrywce charakteru i sprawia, że czas mija niepostrzeżenie wśród fal śmiechu i krzyków niedowierzania.

 

Jedna partia? Zdecydowanie za mało!

Jedna partia z pewnością nie wystarczy, by z łatwością odkryć możliwości tej żywiołowej brygady, bo Żywioły nie są grą, którą warto ocenić po pierwszym spotkaniu. Z każdą kolejną rozgrywką lepiej rozumiemy zależności między kartami, dostrzegamy nowe możliwości i zaczynamy świadomiej wykorzystywać dostępne akcje. I choć nie brakuje tu losowości, to niepewność jest atutem. Czasem upragniona karta pojawia się w idealnym momencie, innym razem cierpliwie czekamy na coś, co pozwoli nam rozwinąć kolejną postać.

Oczywiście potrafi to zirytować. Szczególnie gdy przeciwnikowi wszystko układa się jak po maśle, a my próbujemy poskładać rozsypujący się plan. Na szczęście losowość nie odbiera przyjemności w żadnej wersji rozgrywki. Daje nutkę ekscytacji i nadzieje, że następna partia będzie nasza. Raz spokojnie rozwijamy swoje stworzenia, by za chwilę bronić tego, co już osiągnęliśmy lub przecierać oczy, gdy ktoś jedną kroplą gasi nasz sukces.

 

Najpiękniejszy moment? Gdy mały żywioł staje się wielki!

Ten moment, gdy wreszcie udaje się stworzyć Żywiołaka na najwyższym poziomie! Tak, to jest najlepszy czas. Pozornie to tylko kolejny etap rozwoju kart, a jednak radość potrafi być naprawdę ogromna. My pokochaliśmy właśnie te chwile. Satysfakcja z ukończonej przemiany była tak przyjemna, że potrafiła połączyć dzieciaki i dorosłych nawet w samym środku zaciętej rywalizacji. Choć każdy walczył o własne zwycięstwo, trudno było nie docenić wysiłku włożonego w stworzenie tak potężnej istoty. To z pewnością największy urok Żywiołów. Wywołują masę emocji. Złość, napięcie, chęć rewanżu mieszają się z radością, wspólną zabawą i satysfakcją, gdy żywioły rosną w siłę.

 

Czy warto zaprosić Żywioły do swojego domu?

Jeśli szukacie niewielkiej karcianki, która nie wymaga wielogodzinnego poznawania zasad, a jednocześnie potrafi wywołać sporo emocji, Żywioły zasługują na uwagę. To gra, którą można odkrywać na różne sposoby. Z najmłodszymi: spokojniej, krok po kroku poznając mechanikę rozwijania stworzeń. W dorosłym towarzystwie znacznie bardziej zaciekle, wykorzystując każdą okazję do pokrzyżowania planów przeciwnikom. Może nie każdy polubi się z losowością rozgrywki, nam jednak przypadła do gustu na różne sposoby.

Radość, napięcie, odrobina frustracji i satysfakcja, której nie da się pomylić z niczym innym. Tak właśnie zapamiętaliśmy nasze spotkania z Żywiołami. Odkryliśmy również inne zastosowania dla kart. Memory, karty do nauki rysowania tych niesamowitych postaci. Żywioły zawładnęły naszą codziennością. Wciąż jednak nie jesteśmy w stanie wybrać, który żywioł wygrywa. Za każdym razem inny zachwyca swoją potęgą.

 

Trzy emocje

  • Radość
  • Napięcie
  • Frustracja

Werdykt Marty

Nie dajcie się zwieść uroczym stworzonkom! Żywioły potrafią rozpętać prawdziwą burzę przy stole. Jest tu miejsce na radość, frustrację, odrobinę złośliwości i ogromną satysfakcję z rozwijania własnych Żywiołaków. Jedna partia? Zdecydowanie za mało, by odkryć wszystkie możliwości tej żywiołowej brygady!

Dla kogo? Dla wojowników, taktyków i małych pogromców żywiołów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *